moja sis zwariowała. pytanie tylko, czy ogólnie tak, czy z miłości. bo wyszła za mąż. według obrządku muzułmańskiego. w dodatku w algierii. normalnie ja się przy jej hecach z moimi pedalskimi wyczynami totalnie chowam. wszystkie analno-oralno-absurdalne goopoty się stają maciupeńkie niczym moje penisiątko. oto moja kochana sis pobiła rekordy naszej o-familiady :) - może też dlatego kocham ją bardziej niż bardzo, a jej dzieciaki równie tak samo. po prostu dziwny nadszedł czas na nasz ród genialny...
tak czy inaczej dziwne rzeczy się dzieją. bo nie dzieje się kompletnie nic. ja staram się szczery i jakoś taki w miarę aktualny być, a ostatni dwaj panowie randkowi jakby zapomnieli sobie fotki na profilku zaktualizować. no i idę sobie na spotkanie, a jeden zamiast być blondynem był blondynem prześwitującym skórą, a drugi zamiast być mega-uroczy fotkowo, był mega uroczy fotkowo plus. tyle tylko, że ten drugi zrobił lepsze wrażenie. a ten pierwszy mniejsze. ale ten drugi za to zaobrączkowany, a ten pierwszy wolny. dlatego, jako że mam wybór totalnie mam to w tyłku analnie - dyma mnie to maksymalnie. bo jakoś genialnie mi samemu. choć pewnie płakać mi się chce na samą myśl, że nie mam partnera na wyjazd precz za morza i oceany...
ale i inna sprawa jest. bo oto zacząłem się sypać podręcznikowo. w ostatnim miesiącu tyle razy do doktora zaglądać, to perwersja. albo co najmniej jakby mieć za chłopa doktorka. ja kiedyś tak miałem. i to jeszcze anestezjologa. uśpił wszelkie moje podejrzenia. na amen. a ja goopi usnąłem niczym śnieżka. na szczęście od czego jest dżeks - notoryczny bywalec czatów wszelakich. i jak tylko wyłuskał z natłoku fotek pana na słoniku, to od razu zameldował, buzi dał i królewna się przebudziła. ale chyba tak bytność z tym panem traktuję jako jeden z przyjemniejszych okresów życia. prawie na równi z panem rihanną a.k.a. "unfaithful" :) juhu!
