rozwala mnie żaboraba. durna pieśń, którą wyczaiłem gdzieś na chomiku. nie mogę przestać tego słuchać. zresztą pościągałem masę dziadostwa, które tylko mi psuć będzie mój cudnie wspaniały wizerunek na laście efemie. no nic. trochę obciachu dodaje człowiekowi zawsze... obciachu. zresztą moją cudną koleżanką z prowincji (czyt. współwieśniaczką) jest niejaka gosia andrzejewicz, która niegdyś była patronką tego bloga. znaczy bloga tego autora za jego lepszych czasów i lepszej weny. ale to było kiedyś. dzisiaj każdy z nas nieco na wyższym poziomie w porównaniu z tym co było. chociaż swoją drogą nie powinienem mieć ustawionej na szefa wierki serduszki w komórce, a na wiejską - zająca poziomki. wstyd i hańba. zresztą kiedyś na megaoficjalnym spotkaniu koziołek matołek zabrzmiał. dzisiaj na smsie boska ugly betty. tak tak to ja!
czy aby wywnętrzniłem się już z boskiego niczym śniadanie na trawie, trzy gracje i jelonek na rykowisku razem obrazku, jaki miałem przez minione tygodnie @work? pewnie nie, bo zagarnąłem wszelkie impresje, ekspresje i asocjacje dla siebie bezczelnie. otóż przez minione paręnaście dni praktyki tuż za ścianą miał boski jeden pan. inna inność, że na naszej-klasie (za sprawą zaprzyjaźnionych śledzików, bo sam wzgardziłem bytnością tam niczym częstochowianie i ryjek tadeuszem wroną) miał mnóstwo fotek z tzw. swoją "misią" (grr!). chociaż najdziwniejsze, że większa część załączonych jotpegów to jednak jego solopikczersy były. a to robione w stylu felkowym w lustrze, a to na kanapie, podłodze, pod ścianą i sufitem. narcyz większy niż ja. no i jego durne uśmiechy do mnie na korytarzu. ludzie! pracuję na wsi już ponad sześciolecie i po raz pierwszy mogłem sobie pooglądać na korytarzu coś bardziej atrakcyjnego niż lastriko na schodach (z wyjątkiem widoku mnie nalewającego wodę do czajnika w łazience - ot, tam lustro mamy...). po prostu cudowny widoczek. aż nie wytrzymałem i się z panem pożegnałem osobiście. i cholera jasna przytrzymał mi rękę dłużej niż wiejski protokół przewiduje. znaczy nie taki oborowy, bo cycków nie mam i krową (aż taką dosadną) nie jestem, ale jednak. i cholera dwa: tęsknić za nim będę. znaczy za jego widokiem.


