ciężki tydzień za nami. chyba w zasadzie najdłuższy tydzień ostatnich lat, jeśli nie dekad. pamiętam, że nawet pięć lat temu było jakoś dziwnie lżej. chyba dlatego, że raz - chodziło o jednego (z całym szacunkiem ofkors) człowieka, a dwa, chyba każdy z nas się tego spodziewał. tym bardziej, jak mawiał mój świętej pamięci dziadek erwin: nikt tu ostatecznemu dniu trąbić nie będzie. nie będę się rozpisywać dlaczego, po kiego i po co. każdy z nas ma to już za sobą. chciałoby się powiedzieć, że całe szczęście. ale dziwnie jakoś akuratnie ten zwrot tutaj pasuje. szczęście jakby czmychnęło ukradkiem gdzieś poza granice. w atmosferę. razem z popiołem ponad nasze głowy. pewnie za niedługo spadnie na nie, coby dać w kość (a raczej w nos) alergikom i astmatykom. ot taka mała ironiczna ironiczność od wszechświata i absolutu. tak czy inaczej sto prawie trumien robi swoje. przynajmniej moje oczodoły miały ze zrozumieniem tego poważny problem. zwoje mózgowe jeszcze pewnie większy. no i inna inność, że już dawno nie spędziłem tyle czasu przed telewizorem. aż się pan mąż zaczął naigrywać i nieco nabijać. nie zostało mu to jednak bynajmniej niewynagrodzone sowicie z nadmiarem w zapasie.
marsz żałobny, requiem, śpij kolego, machające skrzydła samolotu, żenująca awantura o wawel, karawany i fatamorgany chciałoby się rzec wypełniały moją percepcję audio-wizualną ostatnich dni. ostra awantura na uczelni z kobietą, która uznała, że 10 kwietnia dalej niby nic można prowadzić zajęcia. chyba nie chciałem być tego świadkiem. a dzisiaj powrót do szarej rzeczywistości. czarna wstążka, ciemny layout portali internetowych i żałobne krawaty piotra jaconia i łukasza grasa (moim zdaniem mega przystojni ci obaj panowie są) już za nami. i takie trzy dziwne refleksje na koniec: (1) będę tęsknić za głosem i urokiem pierwszej damy, (2) prezydent rosji jest mega-przystojny, (3) podczas żałoby chyba zaoferowano nam najlepszy program telewizyjny od co najmniej pięciu lat...
Prezydent Rosji mógłby być kolejnym Jamesem Bondem. A co najlepszego programu tv, to dołożyłabym do tego jeszcze piosenki w radiu. Stare ale jare, w świetnych aranżacjach.
OdpowiedzUsuń na zawsze