poniedziałek, 5 kwietnia 2010

post scriptum

i po świętach. jutro powrót do życia pod szarym niebem. nie powiem, że tęsknię. wręcz przeciwnie. staram się odwlec ten moment jak tylko można. uciec gdzie pieprz rośnie. najlepiej na koniec świata. niemniej trzeba rachunki płacić. więc zaciskamy szczęki tak bym coregi nie rozgryźć, bo chyba mało smaczna by była, i z odrazą nastawiamy budzik na wpół do szóstą. a na razie taplam się. w niepogodzie dzisiejszej i w szczęściu dawno nieprzeżywanym, które dopadło mnie niemiłosiernie. i to w dodatku zewsząd i wewsząd zarazem. takie święta to mógłbym przeżywać dzień za dniem, noc za nocą, południe za północą. i jeszcze świty i zmierzchy wszelakie. ba. nawet pracoholizm mi przeszedł, odkąd pan młody mną zawładnął. totalnie. i chyba ze wzajemnością. ba, nawet bez chyba. takie święta to mógłbym przeżywać dzień po dniu i nawet by mi się jakoś nie znudziły. i co z tego, że nawet w tefau nic nie ma. nawet nie włączyliśmy tefau. mieliśmy co innego do oglądania...

5 komentarze:

  1. co innego do oglądania... hmm... pewnie kolekcję znaczków :D :P

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Nie zazdroszczę - wyjatkowo :)
    Bo sam mam to samo :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. sansenoiu, lubię znaczki. różnego rodzaju. szczególnie pieprzyki i znamiona :P

    nemście, dobrze mi. oj dobrze. ciekawe jak długo jeszcze...

    margo, trzymam. a przynajmniej nie puszczam, się znaczy:P

    jakubie, nie zazdrość. ani ja zazdrościć ci nie będę. wiesz jak jest. przychodzimy odchodzimy...
    jakubie

    OdpowiedzUsuń na zawsze